Nadzieje przed pierwszym gwizdkiem były ogromne, a wyrównana pierwsza połowa sugerowała, że możemy być świadkami zaciętego, piłkarskiego dreszczowca. Zamiast tego na murawie rozegrał się scenariusz, którego nie wymyśliłby w najgorszych snach żaden sympatyk miejscowych. Od wielkich błędów, przez bolesne kontuzje, aż po lawinę wykluczeń – ten mecz miał absolutnie wszystko, ale niestety głównie to, czego fani woleliby nie oglądać.
Początek rywalizacji zwiastował spore emocje, chociaż już w pierwszej minucie goście mogli wyjść na prowadzenie po ogromnym błędzie bramkarza. To, co uchodziło jeszcze na sucho na starcie, zemściło się bezlitośnie w 11. minucie. Defensywa gospodarzy całkowicie zaspała przy prostopadłym podaniu, a Bartłomiej Noczyński z zimną krwią wykorzystał sytuację, posyłając piłkę do siatki. Mimo straty gola, biało-niebiescy wcale nie zamierzali składać broni. Przez długie fragmenty pierwszej części grali z faworyzowanym rywalem jak równy z równym, kreując sobie dogodne okazje. Do przerwy pachniało remisem, a gospodarze mogli pluć sobie w brodę, zwłaszcza po nieuznanym trafieniu Oskara Nowaka, kiedy to sędziowie dopatrzyli się minimalnego spalonego.
Druga połowa to już jednak równia pochyła i seria katastrofalnych zdarzeń, która dosłownie podcięła skrzydła miejscowym. Bardzo słaby dzień między słupkami przeżywał Filip Węgrzyński – nie dość, że zaliczył kilka niewytłumaczalnych pomyłek przy wyprowadzaniu piłki, to w okolicach 60. minuty, po stracie kolejnego gola i odniesionym urazie, musiał przedwcześnie opuścić murawę. Między słupkami pojawił się rezerwowy Aleksander Kocoń, ale to wcale nie uspokoiło roztrzęsionej linii obrony. Rywale bezwzględnie wyczuli krew, punktując zdezorientowanego przeciwnika. Z zespołu, który przed przerwą potrafił stawiać twarde warunki, uszło nagle całe powietrze.
Frustracja rosła z każdą upływającą minutą, co ostatecznie zamieniło się w prawdziwy festiwal dyscyplinarnych kar. Najpierw czerwoną kartkę (w konsekwencji dwóch żółtych) obejrzał Andrade, a niedługo po nim, za wdanie się w niepotrzebną dyskusję z arbitrem po następnym nieuznanym golu, do szatni wyrzucony został Michał Rzońca. Gra w dziewiątkę przeciwko rozpędzonemu przeciwnikowi zakrawała na sportowe samobójstwo. Choć w samej końcówce wyróżniającemu się na boisku Oskarowi Nowakowi udało się wcisnąć gola honorowego, przyjezdni odpowiedzieli na to błyskawicznym ciosem 4 na 2, bezlitośnie pieczętując swój triumf. Zamiast upragnionego przełamania, na trybunach został tylko gigantyczny niedosyt.
Górnik Wałbrzych – Błyskawica Gać 1:4
