IV liga: Damian „Jogi” Jaroszewski po raz 300 dla Górnika!!

Damian Jaroszewski, bramkarz Górnika Wałbrzych, wychowanek… ? No właśnie wiele osób uważa, że jest to wychowanek biało-niebieskich. W dokumentach, forach internetowych, wszystkie zapisy to potwierdzają.

Ja jednak doskonale pamiętam, kiedy razem z Damianem wchodziliśmy z ławki rezerwowych na boisko w drużynie Skalnika Czarny Bór. Był to zespół juniorów, ale jednak Damian Jaroszewski, mieszkaniec Gorc, gdzie przecież prężnie funkcjonuje Górnik Boguszów-Gorce, na początku swojej wielkiej przygody z piłką nożną, grał w Skalniku Czarny Bór.

Jaki był Damian? To trudne pytanie. Specjalnie się wtedy nie lubiliśmy, ale to bardziej wynikało z faktu, że zawsze byłem bardziej zamknięty w sobie. Chłopaki z drużyny lubili za to się pobawić, pośmiać, pożartować. Popularny Jogi również.
Jogi, jakiego pamiętam z boiska, był zawsze uśmiechnięty, nieustraszony, można nawet powiedzieć szalony. Pamiętam jak podczas jednego z meczów, wyskoczył po piłkę w taki sposób, że zderzył się z przeciwnikiem i podbił sobie oko. Grał do końca. Wybronił kilka fantastycznych strzałów. Wciąż mam przed oczami jego wspaniałą paradę, kiedy leciał w powietrzu, na wysokości dwóch metrów , w kierunku słupka bramki i chwycił piłkę w tak spokojny sposób, jakby nic innego w życiu nie robił. Po meczu jego stłuczone lewe oko wyglądało tak, jakby Damian stoczył bokserską walkę o mistrzostwo świata wagi ciężkiej. Jogi jednak wciąż się śmiał. Miał talent i serce do piłki. Szybko wyjechał.

Najpierw do Górnika. Po dwóch sezonach trenował już w Śląsku Wrocław. Bardzo szybko został też wypożyczony do Estonii.

W klubie FC Levadia Maardu zagrał w 11 meczach i wrócił do Wrocławia. W tym okresie widzieliśmy się dwukrotnie. Raz przed epizodem na emigracji i raz po. Pierwsze spotkanie wspominam dość chłodno. Damian pompujący piłki przed wyjazdem Górnika na mecz. To było jeszcze w starym kompleksie, ale pozostały obraz w pamięci nie pozwalał żywić dobrych uczuć. Nieco arogancki, sprawiający wrażenie ważniejszego od siebie samego, szybko uciekł w czeluście szatni. Drugi raz widzieliśmy się w przelocie, kiedy Damian wrócił do Polski. Pobyt w Estonii sprawił, że Jogi zmężniał, spoważniał, zwyczajnie dorósł. Chyba też wtedy zmienił nieco swoje nastawienie do świata. Ponownie na usta wrócił uśmiech. Znajomi mówili, że był jak dłoń. Otwarta dla przyjaciół i pięść dla przeciwnika.

Od tamtego czasu widzimy się dość regularnie podczas zawodów szkolnych, rozgrywek piłkarskich. Jogi wydaje się być wciąż tym samym „chłopcem”, który wyruszał w świat. Uśmiechnięty, życzliwy, ale co ważne jak przystało na dorosłego mężczyznę, twardo stąpa po ziemi. Ile jeszcze pogra? Nie mnie to oceniać, ale jego przywiązanie do biało-niebieskich barw jest godne podziwu. Zmieniali się trenerzy, ligi, przeciwnicy. Jogi wciąż był i pewnie w sercach wielu kibiców zostanie na zawsze. W najbliższą sobotę Damian rozegra w Górniku mecz nr 300. Życzę ci stary druhu kolejnych 100.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.