Po wygranej ze Startem Lublin zastanawialiśmy się na kogo Górnik trafi w wielkim finale. Chodziło nam po głowie, że jeśli to będzie King, to zrewanżujemy się za porażki w lidze i realnie będą szansę by zawładnąć Pucharem. Dziś przed startem spotkania czuło się w Wałbrzychu adrenalinę, ale i pewność siebie. Kibice wierzyli w chłopców trenera Adamka.
Zaczęło się jak zwykle. Rywale rzucili pierwsze punkty. Górnik wszedł jednak w mecz dobrze i stosunkowo szybko objął prowadzenie, a po trójce Alterique’a Gilberta przewaga wzrosła i już wtedy dało się poczuć, że jesteśmy mocni. Pierwszą kwartę celnymi rzutami wolnymi zamknął Josh Patton. Wałbrzyszanie prowadzili 19:13. Później przewaga tylko rosła. W pewnym momencie wynosiła już 10 punktów i czekaliśmy czy obudzą się demony z ligowego starcia w Szczecinie. W tamtym meczu Górnik prowadził nawet 20 punktami by ostatecznie przegrać go 14-toma. Nic z tego. Rzucił Wyka. Trafił Smith. Przewaga wzrosła i nastała przerwa.
Syndrom Trz3ciej Kwarty? Dlaczego nie. W trzeciej kwarcie zespół trenera Arkadiusza Miłoszewskiego zaczął realnie odrabiać straty. Ich skuteczna postawa pod tablicami zmniejszyła dystans do zaledwie punktu. Biało-niebiescy walczyli. Toddrick Gotcher miał magiczny wieczór, ale nawet on momentami bezradnie patrzył jak rywale punktują z dystansu. Po 30 minutach było tylko 57:56.
Mecz rozstrzygnął się w końcówce. Górnik prowadził. Wydawało się, że utrzyma przewagę do końca gry. Do remisu doprowadził jednak Aleksander Dziewa. Zrobiło się 78:78 i znowu zadziała się magia. Kapitalną akcję rozegrał Toddrick Gotcher, który ostatecznie trafia za 2 punkty. Do końca meczu zostaje sekunda. King już nie dał rady. Kingiem tego dnia został Gotcher. Wałbrzych cieszy się z Pucharu Polski!
Górnik Zamek Książ Wałbrzych – King Szczecin 80:78
