03/03/2021

Ekstraliga: Rozmowa z Marcjanną Zawadzką (AZS PWSZ Wałbrzych)

Jesienna runda Ekstraligi 2018/2019 rozpoczęła drugi sezon Marcjanny Zawadzkiej w team’ie AZS PWSZ Wałbrzych. Przez długi okres czasu defensywna piłkarka określana była popularną “Sztormówką”. Dziś Zoja kształtuje seniorską przygodę z udziałem wałbrzyskich barw wyznaczając przy tym kolejne cele.

PW: Skąd pojawiła się u Ciebie fascynacja piłką nożną? Rozumiem, że nie bez powodu dołączyłaś do zespołu Olivia Gdańsk?

MZ: Gdy byłam dzieckiem razem z bratem braliśmy piłkę i potrafiliśmy cały dzień grać z kolegami. Poza tym z rodziną często chodziliśmy na mecze Lechii Gdańsk i juz w dzieciństwie pokochałam sport. A jak słusznie zauważyłeś do KS Olivii nie trafiłam przypadkowo, tam grał właśnie mój starszy brat i pewnego dnia poszłam razem z nim na trening.

PW: Jak wyglądały początki w klubie? Grałaś tam głównie z chłopakami.

MZ: Na początku jeden z trenerów nie był zachwycony, gdy zobaczył dziewczynkę na treningu. Bał się o mnie i o moje zdrowie, ponieważ grę w klubie rozpoczynałam z chłopakami o trzy lata starszymi. Niedługo później utworzony został rocznik 98/99 i zaczęłam trenować z rówieśnikami.

PW: W Olivii usposobiłaś dla siebie typowo obronną pozycję na boisku, czy jednak próbowałaś swoich sił także w ofensywnych motywach gry?

MZ: Przez pierwsze lata nie grałam na obronie. Trenerzy stawiali mnie na bokach pomocy lub ataku, ewentualnie w środku pomocy. Dopiero gdy miałam około 12 lat zaczęłam grać na środku obrony zarówno w klubie jak i w kadrze pomorza.

PW: Kadra pomorza, więc dochodzimy powoli do kolejnego, długiego i chyba najbardziej promocyjnego epizodu, czyli gry w Sztormie. To była naturalna kolej rzeczy w kwestii szukania typowo kobiecej drużyny? Jak zauważył Cię trener Robert Chałaszczyk?

MZ: Z KS Olivii do Sztormu przeszłam głównie za namową trenera Krzysztofa Własnego, prezesa Sztormu. Był on również trenerem kadry pomorza U16. Trener Robert Chałaszczyk prowadził seniorki, natomiast ja przechodząc do Sztormu trenowałam z młodziczkami i grałam w III lidze.

PW: Gra w Sztormie była bogata nie tylko w doświadczenie, ale również i w osiągnięcia. Jednym z kluczowym momentów był wygrany mecz z UKS SMS Łódź, dzięki któremu awansowaliście do Ekstraligi.

MZ: Tak, mecz odbywał się wtedy w Łodzi. Wystarczało nam zremisowanie tego starcia i tak się stało. Mecz był bardzo emocjonujący, dużo walki siłowej. Uczucie awansu było niesamowite. Miałyśmy młodą, perspektywiczną i zgraną drużynę i ten moment zapadnie mi na zawsze w pamięci.

PW: Jakie były Twoje pierwsze odczucia po kilku spotkaniach rozegranych w Ekstralidze w barwach Sztormu? Co ciekawe w tym samym czasie awansowała również drużyna AZS PWSZ Wałbrzych.

MZ: Można powiedzieć, że początek naszej przygody z Ekstraligą był dobry. Rozpoczęliśmy wygraną z Piasecznem 2:1. Debiut w Ekstralidze udało mi się połączyć z pierwszą bramką w tych rozgrywkach. Kolejny mecz grałyśmy z AZS PWSZ Wałbrzych i ten mecz bezbramkowo zremisowałyśmy. W całym pierwszym sezonie miałyśmy bardzo dużo remisów, ale najbardziej zapamiętałam ten z Medykiem Konin, ówczesnym Mistrzem Polski.

PW: W sezonie 2015/2016 również sięgnełyście po zdobycie srebrnego medalu na Mistrzostwach Polski U19 w Sosnowcu/Będzinie. To był naprawdę dobry okres w kwestii rozwoju.

MZ: Tak, wiele się w tym sezonie nauczyłam. Przeskok z I ligi do Ekstraligi nie był łatwy. O wiele bardziej wymagający przeciwnicy, ale udało nam się pokazać nasz charakter i zaangażowanie w grę. Miałyśmy młody skład, duża część drużyny ekstraligowej mogła grać w Mistrzostwach Polski U19, gdzie udało nam się zdobyć srebrny medal. Jak już mówiłam, ten zespół był bardzo dobrze zgrany, w bardzo podobnym składzie w 2014 roku zdobyłyśmy złoty medal Mistrzostw Polski U16 w Kielcach.

PW: Określenie “Sztormówka” jest doskonale znane w świecie piłkarstwa kobiecego. Jak mogłabyś zdefiniować to pojęcie?

MZ: Ciężko mi się odnieść do tego jak teraz jest postrzegana “Sztormowka”, więc może powiem jak to było, gdy ja gralam w Sztormie. “Sztormowki” były znane z agresji i zaangażowania na boisku. Nawet jeśli przeciwnik był faworytem to “Sztormowki” nadrabialy ambicją. Sporo osób, z którymi rozmawiam powtarza, że ze Sztormem zawsze się ciężko grało, bo były agresywne, waleczne i nieodpuszczaly niezależnie od wyniku. Sądzę, że to idealne określenie “Sztormowki”.

PW: Rozgrywasz w barwach AZS PWSZ Wałbrzych swój drugi sezon. Chęc pozostania w Ekstralidze, dalszego rozwoju, a może szukanie nowych wyzwań? Co sprawiło, że zdecydowałaś sie dołączyć do team’u z Dolnego Śląska?

MZ: Sądzę, że wszystkiego po trochu. AZS PWSZ Wałbrzych wyciągnął do mnie rękę i zaproponował kontrakt wiedząc, że jestem w trakcie rehabilitacji po zerwaniu ACL. Chciałam dalej się rozwijać i nabierać doświadczenia w ekstraligowym klubie. Poza tym uznałam, że przyszedł czas na zmiany.

PW: Zmiany spore, przede wszystkim daleki wyjazd od domu. Jakie były początki w PWSZ? W tamtyk okresie do drużyny dołączyło sporo nowych twarzy.

MZ: Początki w PWSZ nie były trudne. Część dziewczyn znałam już wcześniej, inne dopiero poznawałam. Tak jak mówisz, dużo dziewczyn w tym czasie dołączyło do drużyny i to ułatwiło mi sprawę. Wszystkie dziewczyny były bardzo miłe i szybko się zaaklimatyzowałam.

PW: Aktualny sezon przynosi nam wiele ciekawych pojedynków i sporo wygranych. To zgranie jest widoczne, mimo że do zespołu ponownie dołączyły nowe piłkarki.

MZ: Średnia wieku nie jest wysoka, wszystkie jesteśmy młode i sądzę, że przez to łatwiej nam się dogadać i zgrać. Poza boiskiem też spędzamy wspólnie dużo czasu wolnego, a to też pomaga.

PW: Poza boiskiem również studiujesz na Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Wałbrzychu na kierunku Pedagogika. Chcesz również iść w tym kierunku? Czym poza piłką nożną interesuje się Marcjanna Zawadzka?

MZ: Wybrałam pedagogikę, ponieważ można ją wykorzystać w treningach z dziećmi. Obecnie nie trenuje żadnych dzieci, ale zobaczymy co czas pokaże. Nie ukrywam, że po zakończeniu grania chciałabym zostać w sporcie w nieco innej roli. A poza piłką nożną lubię filmy, gry planszowe oraz interesuje się psychologią.

PW: Wspomnieliśmy, że w tym sezonie mieliśmy do czynienia z wieloma emocjonującymi i ciekawymi pojedynkami. Które Tobie szczgólnie zapadły w pamięci?

MZ: Pierwsze co przyszło mi na myśl to mecz z Medykiem Konin. Raz jedna, raz druga drużyna przeciągała szalę zwycięstwa na swoją korzyść. W ostatnich minutach udało nam się strzelić wyrównującą bramkę na 3:3. Do ciekawych spotkań należał również mecz z UKS SMS Łódź, który grałyśmy w Łodzi. Mecz był zacięty i dopiero w doliczonym czasie gry udało nam się strzelić zwycięską bramkę. Na mecz w Łodzi przyjechało bardzo dużo naszych kibiców i ich doping pomógł nam w wygranej.

PW: Zdobyłaś dwie bramki, we wspomnianym meczu z Medykiem oraz z Mitechem Żywiec. Czy masz jakieś postanowienia dotyczące tego sezonu oraz zbliżającego się Nowego Roku?

MZ: Dobrze byłoby zdobyć więcej bramek, wygrać każdy mecz, dostać powołanie do reprezentacji, ale to wszystko musi być poparte ciężką pracą, więc moim postanowieniem jest bardzo ciężka praca na boisku jak i poza nim.

PW: Nasuwa się pytanie, czy czujesz, że nadal pozostało w Tobie coś ze “Sztormówki”?

MZ: Oczywiste jest to, że lata spędzone w Sztormie na zawsze zostaną w mojej pamięci. Dorastałam grajć w Sztormie, od gry przeciwko chłopakom przeszłam krok po kroku do Ekstraligi. Pod względem piłkarskim jak i mentalnym nauczyłam się tam bardzo wielu rzeczy. Ze “Sztormówki” została mi ta zadziorność, walka do samego końca.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.