FELIETON: Niespełniony (na razie) sen Górnika o elicie

Dominik Hołda

„Pewnego razu siedziałem sam na przodku i czekałem na resztę ekipy. Zlitowałem się nad silnikiem i miłosiernie wyłączyłem maszynę. I nagle zrozumiałem, dlaczego nikt nigdy tego nie robi. Zrobiło się czarno, a ja nagle znalazłem się w samym środku bezdennej głuchej pustki. Jeszcze nigdy tak się nie bałem. Bo kiedy siedzisz w takiej ciszy, jedyne, co słyszysz, to szelest sypiącego się stropu”

Relacja jednego z górników

Reportaż „Górnicy.pl” autorstwa Karoliny Macios

 

Cisza. Szelest sypiącego się stropu. Tak mogli poczuć się kibice koszykarskiego Górnika Trans.eu Wałbrzych po decyzji PZKosz o pozbawieniu biało-niebieskich awansu do Energa Basket Ligi. Rozpędzona maszyna lidera 1. ligi została wyłączona. Przed oczami zrobiło się czarno, wielu fanom zawalił się  świat.

W pracy górników, wiele metrów pod ziemią, indywidualizm zdaje się na nic. Na dole nie tylko musisz być twardy, ale przede wszystkim ufać kolegom, bo tylko kolektyw będzie w stanie w dniu próby oszukać kostuchę. Choć od dwóch dekad kopalniane historie pozostają w Wałbrzychu wspomnieniem, to mentalność zbiorowa wciąż tli się w mieszkańcach i przerzuca się na sport.

Był listopad 2019 roku, okolice Wszystkich Świętych. Górnik grał u siebie z Kotwicą Kołobrzeg, a obiekt Aqua Zdroju zapełnił się kibicami. To właśnie podczas tego spotkania poczułem, że wałbrzyszanie stali się zbiorowością, której zależy na lokalnym klubie koszykówki. W czasach kopalnianych całe rodziny „kibicowały” fedrującym pod ziemią, teraz gorąco wspierają, tym razem z wysokości trybun, grających poniżej biało-niebieskich. Wysoka frekwencja na meczach utrzymała się do spowodowanej epidemią przerwy. Niesiony dopingiem Górnik był na parkiecie zbilansowanym kolektywem. Bez gwiazd, gdzie w trudnych chwilach jeden brał na siebie słabości drugiego. Jak lata temu górnicy w wałbrzyskich kopalniach.

Koszykarski Górnik w ostatniej dekadzie przeszedł długą drogę. Zaczynał prowincjonalnie, w obdartych ciuchach i na boso. Później wziął się w garść, zacerował ubytki w garderobie, włożył gumiaki. Ostatnio z kolei przyodział koszulę i w półbutach zapukał do salonu. Drzwi pozostały jednak zamknięte, a blask złotego żyrandola jedynie przebijał się przez wąską szparę. Wałbrzyski Górnik, robotnik, choć już elegancki, nie dostał swojej szansy.

A Wałbrzych na szansę zasługuje. Od kilku lat pracuję w biznesie poza granicami naszego miasta. Gdy wspominam współpracownikom skąd pochodzę, na ich twarzach rodzi się grymas. Coś tam może słyszeli o Zamku Książ, ale, piszę to z przykrością, dla nich Wałbrzych kojarzy się niekorzystnie. Padają mocne hasła:

Mordor.

Dolina Biedy.

Patologia.

Miasto upadłe.

Miasto cholernie brzydkie.

Demony przeszłości ciągną się za Wałbrzychem. Decyzje gospodarczo-polityczne lat 90. to wciąż świeży obraz miasta pod Chełmcem w kraju. Tak sobie myślę, że waleczna drużyna w koszykarskiej elicie, z rzeszą oddanych kibiców, byłaby wielką szansą dla miasta.  Tak, jak była promocją w latach 80. Koszykówka pomogła w odbiorze Włocławka, może uratować i Wałbrzych. Bo Górnik może być dumą regionu, skupiającą wokół siebie całe społeczności.

Sportowy i organizacyjny wysiłek lidera 1. ligi poszedł na marne, nie dał rady w starciu z pojedynczą uchwałą PZKosz. Górnik ma pecha. W 2008 roku przegrał z kryzysem gospodarczym, teraz z wirusem. Przecież nie mamy większych wątpliwości, że w maju, na koniec fazy play-off, to właśnie biało-niebiescy cieszyliby się z wygrania ligi i zamiast łez strumieniami lałby się szampan.

Elita drzwi do salonu zdecydowała się jednak uchylić. Chce złota, pragnie danin. Koszula i półbuty nie wystarczą. Potrzebny jest frak i „dzika karta”, uprawniająca do wstępu do klubu milionerów. Górnik staje na rozstaju dróg, mając w pamięci los siatkarskiej Victorii Wałbrzych. W 2015 roku wygrała I ligę, ale nie poszła za ciosem, została na zapleczu. Później było już tylko gorzej.

Bezdenna głucha pustka. To pozostało po rozpędzonej maszynie, i tej kopalnianej z książki, i tej koszykarskiej. Czy ta ostatnia rozbrzmi na nowo, równie donośnie?

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Next Post

A klasa: Wałbrzyska Serie A wraca do życia w wirtualnym wydaniu!

Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że do gry w piłkę nożną możemy nie wrócić nawet do sierpnia bieżącego roku. Są oczywiście brane pod uwagę różne warianty. Optymistyczne wskazują na powrót do gry pod koniec maja. Pesymistyczne, że sezon już się zakończył. Jak będzie czas pokaże. Zapraszamy więc do zabawy w wirtualnej […]