05/03/2021

FELIETON: Niespełniony (na razie) sen Górnika o elicie

„Pewnego razu siedziałem sam na przodku i czekałem na resztę ekipy. Zlitowałem się nad silnikiem i miłosiernie wyłączyłem maszynę. I nagle zrozumiałem, dlaczego nikt nigdy tego nie robi. Zrobiło się czarno, a ja nagle znalazłem się w samym środku bezdennej głuchej pustki. Jeszcze nigdy tak się nie bałem. Bo kiedy siedzisz w takiej ciszy, jedyne, co słyszysz, to szelest sypiącego się stropu”

Relacja jednego z górników

Reportaż „Górnicy.pl” autorstwa Karoliny Macios

 

Cisza. Szelest sypiącego się stropu. Tak mogli poczuć się kibice koszykarskiego Górnika Trans.eu Wałbrzych po decyzji PZKosz o pozbawieniu biało-niebieskich awansu do Energa Basket Ligi. Rozpędzona maszyna lidera 1. ligi została wyłączona. Przed oczami zrobiło się czarno, wielu fanom zawalił się  świat.

W pracy górników, wiele metrów pod ziemią, indywidualizm zdaje się na nic. Na dole nie tylko musisz być twardy, ale przede wszystkim ufać kolegom, bo tylko kolektyw będzie w stanie w dniu próby oszukać kostuchę. Choć od dwóch dekad kopalniane historie pozostają w Wałbrzychu wspomnieniem, to mentalność zbiorowa wciąż tli się w mieszkańcach i przerzuca się na sport.

Był listopad 2019 roku, okolice Wszystkich Świętych. Górnik grał u siebie z Kotwicą Kołobrzeg, a obiekt Aqua Zdroju zapełnił się kibicami. To właśnie podczas tego spotkania poczułem, że wałbrzyszanie stali się zbiorowością, której zależy na lokalnym klubie koszykówki. W czasach kopalnianych całe rodziny „kibicowały” fedrującym pod ziemią, teraz gorąco wspierają, tym razem z wysokości trybun, grających poniżej biało-niebieskich. Wysoka frekwencja na meczach utrzymała się do spowodowanej epidemią przerwy. Niesiony dopingiem Górnik był na parkiecie zbilansowanym kolektywem. Bez gwiazd, gdzie w trudnych chwilach jeden brał na siebie słabości drugiego. Jak lata temu górnicy w wałbrzyskich kopalniach.

Koszykarski Górnik w ostatniej dekadzie przeszedł długą drogę. Zaczynał prowincjonalnie, w obdartych ciuchach i na boso. Później wziął się w garść, zacerował ubytki w garderobie, włożył gumiaki. Ostatnio z kolei przyodział koszulę i w półbutach zapukał do salonu. Drzwi pozostały jednak zamknięte, a blask złotego żyrandola jedynie przebijał się przez wąską szparę. Wałbrzyski Górnik, robotnik, choć już elegancki, nie dostał swojej szansy.

A Wałbrzych na szansę zasługuje. Od kilku lat pracuję w biznesie poza granicami naszego miasta. Gdy wspominam współpracownikom skąd pochodzę, na ich twarzach rodzi się grymas. Coś tam może słyszeli o Zamku Książ, ale, piszę to z przykrością, dla nich Wałbrzych kojarzy się niekorzystnie. Padają mocne hasła:

Mordor.

Dolina Biedy.

Patologia.

Miasto upadłe.

Miasto cholernie brzydkie.

Demony przeszłości ciągną się za Wałbrzychem. Decyzje gospodarczo-polityczne lat 90. to wciąż świeży obraz miasta pod Chełmcem w kraju. Tak sobie myślę, że waleczna drużyna w koszykarskiej elicie, z rzeszą oddanych kibiców, byłaby wielką szansą dla miasta.  Tak, jak była promocją w latach 80. Koszykówka pomogła w odbiorze Włocławka, może uratować i Wałbrzych. Bo Górnik może być dumą regionu, skupiającą wokół siebie całe społeczności.

Sportowy i organizacyjny wysiłek lidera 1. ligi poszedł na marne, nie dał rady w starciu z pojedynczą uchwałą PZKosz. Górnik ma pecha. W 2008 roku przegrał z kryzysem gospodarczym, teraz z wirusem. Przecież nie mamy większych wątpliwości, że w maju, na koniec fazy play-off, to właśnie biało-niebiescy cieszyliby się z wygrania ligi i zamiast łez strumieniami lałby się szampan.

Elita drzwi do salonu zdecydowała się jednak uchylić. Chce złota, pragnie danin. Koszula i półbuty nie wystarczą. Potrzebny jest frak i „dzika karta”, uprawniająca do wstępu do klubu milionerów. Górnik staje na rozstaju dróg, mając w pamięci los siatkarskiej Victorii Wałbrzych. W 2015 roku wygrała I ligę, ale nie poszła za ciosem, została na zapleczu. Później było już tylko gorzej.

Bezdenna głucha pustka. To pozostało po rozpędzonej maszynie, i tej kopalnianej z książki, i tej koszykarskiej. Czy ta ostatnia rozbrzmi na nowo, równie donośnie?

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.