I liga koszykówki: Czwarta z rzędu wygrana Górnika

Jakub Zima

Powoli zaczynamy przyzwyczajać się do wyników, które jeszcze nie tak dawno temu były jedynie marzeniem. Dziś Górnik jest zespołem rozdającym karty i niemal każdy, kto próbuje przeciwstawić się biało-niebieskiej sile, już od pierwszej minuty trzęsie portkami. Zresztą jak miałoby być inaczej, jeśli gospodarze niedzielnego meczu zaczęli od prowadzenia 20:4?

Doskonały fragment z początku meczu, został spuentowany wysokim prowadzeniem i błyskiem formy Grzegorza Kulki. Zawodnik Górnika imponował skutecznością, dając wyraźny sygnał, że tym razem rywale będą musieli zapomnieć o ich szczęściu z końcówki spotkania zeszłego sezonu. Goście próbowali, co prawda odgrywać się podopiecznym trenera Grudniewskiego, ale sam Marcin Flieger to zdecydowanie za mało, żeby liczyć na wygraną. Górnik robił swoje i do przerwy przewaga wynosiła już 16 punktów.

Po przerwie, kibice Górnika, zastanawiali się czy ich pupili nie dopadł syndrom trzeciej kwarty. Poznaniacy zanotowali serię punktową 15:4 i zmniejszyli stratę do 5 punktów. Wtedy sygnał do walki dał drużynie Krzysztof Jakóbczyk. Trójka na przełamanie dała wałbrzyszanom chwilę wytchnienia i szansę na ponowny odjazd. Gospodarze resztę meczu zagrali na dużym luzie. Utrzymywali przewagę nie specjalnie zwracając na skuteczność rzutową, która nie powalała również w drużynie z Poznania.

Górnik Trans.eu Wałbrzych – Biofarm Basket Poznań 68:59 (25:13, 18:14, 14:17, 11:15)

Górnik: Kulka 16, Jakóbczyk 16, Cechniak 11, Wróbel 7, Zywert 7, Pieloch 4, Ratajczak 2, Durski 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Next Post

A klasa: Gdyby nie Dawid Białecki

Piłkarze Zagłębia Wałbrzych byli pierwszą drużyną, która w poprzednim sezonie powstrzymała idącą do Ligi Okręgowej drużynę Herbapolu Stanowice. Wtedy padł bezbramkowy remis. Tym razem znając możliwości zawodników, oczekiwaliśmy dobrego, zaciętego spotkania. Pierwsze 45 minut toczyło się pod dyktando gości, którzy długo nie potrafili wykorzystać swoich szans. Dopiero tuż przed zejściem […]