[DO POCZYTANIA] Zwycięstwo smakuje lepiej niż humus

Dominik Hołda

W czasie pandemii mamy więcej czasu, w lokalnym sporcie dzieje się niewiele. Dlatego też tym razem proponujemy dłuższą formę, teksty o sporcie, choć bardziej globalnym, niż ten wałbrzyski. Dziś w serii [DO POCZYTANIA] o pewnej drużynie, której występy oglądałem ubiegłego lata z wypiekami na twarzy. Trafiłem na ich popisy przypadkiem, przeglądając YouTube podczas urlopu w Tatrach. Ich fascynująca postawa na parkiecie popchnęła mnie do zgłębienia tematu i napisana tego tekstu. Powstał kilka miesięcy temu, miał nieco inne przeznaczenie, ale ostatecznie trafia tutaj, odnaleziony w czeluściach twardego dysku.

 

 

Dziś śmiało możemy stwierdzić, że Izrael gra w koszykówkę na porównywalnym poziomie do reprezentacji Polski. Ten stan może jednak wkrótce ulec zmianie. Młodzież z Izraela po raz drugi z rzędu zdobyła mistrzostwo Europy do lat 20, a od 2017 roku nie schodzi w tej rywalizacji z podium.

Zwycięstwo smakuje lepiej niż humus

„Mur separacji” robi ponure wrażenie. Ma do ośmiu metrów wysokości, zwieńczony jest drutem kolczastym, a jego docelowa długość to ponad 700 km. Budowa ruszyła w 2000 roku z inicjatywy Izraela, który tłumaczył konieczność wzniesienia tej zapory względami bezpieczeństwa przed atakami terrorystycznymi ze strony Palestyńczyków, zasiedlających terytoria na zachodnim brzegu Jordanu. Mur zdobią malunki, graffiti, przesłania. Na jednej ze ścian widnieje napis: „Nie wzniecaj wojen, rób humus”.

Humus to znak rozpoznawczy izraelskiej kuchni. Najlepszy podają podobno w niepozornym lokalu „Abu Hassan” w Jafie, najstarszej części Tel Awiwu.  W lipcu 2019 roku to jednak nie humus był na ustach Izraelczyków, a koszykarska reprezentacja kraju do lat 20, która po raz drugi z rzędu sięgnęła po mistrzostwo Starego Kontynentu w tej kategorii wiekowej. Lokalna społeczność odstawiła humus, rozsmakowując się tym razem w sportowej rywalizacji. Choć na moment koszykówka zastąpiła w nagłówkach gazet kolejne rakiety, wybuchy i konflikty, o których tak często można przeczytać w tym niebezpiecznym geopolitycznie regionie. To właśnie w Tel Awiwie, w wypełnionej po brzegi Shlomo Group Arena, fani oglądali spotkania swoich ulubieńców, wspierając ich dodatkowo głośnym, często fanatycznym dopingiem.

Turniej dla Izraela zaczął się źle, od porażki 81:92 z Serbią. Jak się później okazało, wyjątkowo kiepską Serbią, przedostatnią w turnieju, spadkowiczem do dywizji B. Porażka na otwarcie zahartowała gospodarzy, którzy następnie odprawili z kwitkiem Włochów, Ukraińców, Czarnogórców i Litwinów. Izrael wygrywał pewnie, najniższe zwycięstwo odnosząc różnicą dziesięciu punktów. Schody pojawiły się w półfinale, gdzie czekała Francja. Rywale prowadzili 13:4, ale później spotkanie się wyrównało. W czwartej kwarcie gospodarze wrzucili wyższy bieg, wygrali 81:70. W końcówce meczu kamera uchwyciła na ławce rezerwowych płaczącego Ludovica Beyhursta. Gracz SIG Strasbourg był najlepszy po stronie „Trójkolorowych”, zdobył 16 punktów, dorzucił 4 asysty, ale to na niewiele się zdało. Historia się powtórzyła. Izrael pokonał Francję w półfinale ME U-20 po raz trzeci z rzędu!

W finale gospodarze zmierzyli się z wicemistrzem z 2017 roku (ME U-18), czyli Hiszpanami. Izraelczycy zdążyli już oszaleć na punkcie swojej młodzieżowej reprezentacji. Jak poinformowała oficjalna witryna FIBY, komplet trzech i pół tysiąca biletów rozszedł się w dzień meczu w pięć minut, a kolejne dwadzieścia tysięcy chętnych by zasiąść na trybunach musiało obejść się smakiem humusa. Szczęśliwcom z wejściówkami przyszło oglądać kapitalny spektakl. Obu ekipom nie brakowało skuteczności, zarówno Izraelczycy, jak i Hiszpanie trafili aż 11 „trójek” (ponad 40 % skuteczności zza łuku!), a wynik długo oscylował wokół remisu, do przerwy było 42:42. Gospodarze zaczęli „odjeżdżać” na początku czwartej kwarty i już nie dali się dogonić, wygrywając 92:84. „Nie sądziłem, że to się może wydarzyć. Moi zawodnicy dokonali niemożliwego” – powiedział po meczu dla „Jewish News Syndicate” (JNS) Ariel Beit Halachmi, szkoleniowiec Izraela.

Dla Beit-Halachmiego było to już drugie mistrzostwo Europy U-20. W ubiegłym roku na niemieckich parkietach ograł w finale Chorwację 80:66. Jak donosił dziennik „Haaretz”, trener odebrał po finale gratulacje od samego premiera Izraela, Benjamina Netanyahu, który złożył zespołowi zaproszenie do swojego gabinetu . 53-letni Beit-Halachmi, przez całą karierę związany z izraelskimi klubami, udanie kontynuuje pracę Davida-Odeda Kattache, trenera, który doprowadził Izrael do wicemistrzostwa Europy U-20 w 2017 roku. Izrael ma więc z kogo wybierać w rocznikach od 1997 do 2000.To dużo więcej niż grupa wyjątkowo zdolnych Polaków w większości z rocznika 1993, wicemistrzów świata U-17 z 2010 roku.

Yotam, Lior, Amir i Miki

Nie zawsze tak było. W przeszłości młodzieżowe reprezentacje Izraela balansowały między dywizją A i B, zdarzało się jednak też, że zajmowały miejsca w top 10 na Starym Kontynencie. Świetnie wspominają rok 2004, gdy kadra U-20 zdobyła w Czechach srebro, a liderem ekipy był rozgrywający Yotam Halperin, dwukrotny mistrz Euroligi z Maccabi Tel Awiw, który w tych prestiżowych rozgrywkach zagrał 157 meczów, a w 2008 roku wybrano go do drugiej najlepszej piątki całej ligi. Później wiódł prym w Eurocup, gdzie dwukrotnie trafiał do drugiej najlepszej piątki rozgrywek (jako gracz Bayernu Monachium oraz Hapoelu Jerozolima). W 2005 roku zespół do lat 20 był blisko medalu, bo zajął w Rosji czwarte miejsce. Drużynę do meczu o brąz poprowadzili kadrowicze ze srebrnej drużyny: Lior Eliyahu oraz urodzony w Moskwie Anton Kazarnovskiy. Ten pierwszy później sześciokrotnie wygrywał ligę izraelską, zagrał blisko 200 meczów w europejskich pucharach (w tym 135 w Eurolidze w barwach Maccabi Tel Awiw oraz hiszpańskiego Caja Laboral). Ten drugi już na turniej jechał jako mistrz Euroligi z Maccabi, później grał m.in. w Bayernie oraz w mniej znanych klubach w ligach niemieckiej, rumuńskiej, serbskiej, greckiej i macedońskiej. W 2007 kadra Izraela U-20 była w Europie szósta, a liderami tamtej drużyny byli doskonale znany z NBA Omri Casspi oraz Yogav Ohayon, który w 2014 roku sięgnął z Maccabi po mistrzostwo Euroligi.

Po czwarte miejsce w europejskiej rywalizacji dla Izraela sięgały jeszcze drużyny z 1992 roku (U-22) oraz z 1972 (juniorzy). Podczas tej pierwszej imprezy Izraelczycy pokonali m.in. Polskę 89:78, a 33 punkty biało-czerwonym rzucił lider zespołu, Amir Katz (u nas najskuteczniejszy był Maciej Zieliński). Dwadzieścia lat wcześniej brylował z kolei Miki Berkovich, najlepszy strzelec turnieju, który później wygrywał też dwa razy Euroligę z Maccabi, a w 2008 roku został wyróżniony tytułem zasłużonych dla rozwoju tych rozgrywek. On też dla Polaków w 1972 roku nie był szczególnie łaskawy, aplikując 25 punktów w zwycięstwie 72:58 (w drużynie z orzełkiem na piersi występował m.in. Leszek Chudeusz).

Pieluchowy Doncić

Wielki sukces izraelskiego basketu na turnieju w Tel Awiwie miał wielu ojców i nie miał w sobie nic z przypadku: „Wkroczyliśmy w nową erę w izraelskiej koszykówce. Tacy gracze jak Omri Casspi i Gal Mekel oraz trener David Blatt dali przykład izraelskiej młodzieży, że mogą dotrzeć na najwyższy poziom w tym sporcie, nawet do NBA. Wiara w siebie tych młodych ludzi oraz ich niewiarygodna etyka pracy, która przychodzi wraz z wielkimi marzeniami, zrobiły różnicę” – stwierdził dla „JNS” Tamir Goodman, izraelsko-amerykański były koszykarz, barwnie nazywamy „Żydowskim Jordanem”. Ekipa Beit-Halachmiego świetnie odnalazła się w nowoczesnym baskecie, grając bez klasycznego centra (najwyższy, mierzący 205 cm Tomer Levinson był poza rotacją) i rozciągając grę rzutami dystansowymi – w samym finale do kosza zza linii 6,75 m trafiło aż sześciu graczy. Do uniwersalności dorzucili efektywne korzystanie z kontrataku, twardą, wymuszającą straty obronę oraz bardzo dobrą grę „jeden na jeden”. To właśnie wyszkolenie techniczne pozwoliło wejść na wyższy poziom. O istocie gry „jeden na jeden”, z którą wciąż mają kłopoty młodzieżowe reprezentacje Polski (kadra U-20 spadła do dywizji B) mówił swego czasu Radosław Hyży w wykładzie „Czy my naprawdę uczymy grać w koszykówkę?”, który można wciąż obejrzeć na YouTube.

Tegoroczny sukces to świetna kontynuacja pracy z czteroma złotymi medalistami z 2018, ale już bez Yovela Zoosmana z Maccabi (rocznik 1998), któremu wróży się karierę na poziomie europejskim. Przed rokiem był kluczową postacią młodzieżowej kadry, w finale z Chorwacją zdobył 17 „oczek”. Nowym, pełnoprawnym liderem drużyny Izraela U-20 został więc ledwie 18-letni Deni Avdija, przyboczny Zoosmana ze złotej drużyny 2018, a teraz MVP całego turnieju, w finale z Hiszpanią autor 23 punktów, 5 zbiórek, 7 asyst i 3 efektownych bloków, gdy chronił obręcz przed penetrującymi z piłką rywalami. Avdija mierzy 205 cm wzrostu i może grać na pozycjach od rozgrywającego do silnego skrzydłowego. Urodzony w 2001 roku koszykarz potrafi trafić z dystansu, wejść pod kosz, imponuje przeglądem pola, ma feeling do gry obronnej (przechwyty, bloki). Historia utalentowanego Izraelczyka przypomina nieco tę Kenana Sipahiego. Turecki rozgrywający, tak jak ojciec Deniego, Zufer Avdija, przyszedł na świat w Prisztinie. Sipahi, podobnie jak teraz młody Avdija, bardzo szybko się rozwijał. W 2011 roku zachwycał swoją grą w Mistrzostwach Europy U-18 we Wrocławiu, gdzie jako 16-latek poprowadził Turcję do brązowego medalu. Później, już w swoim roczniku, sięgnął po złoto i zgarnął nagrodę MVP turnieju na Łotwie. Choć trudno mówić o tym, że Sipahi nie wykorzystał swojego potencjału (gra w lidze hiszpańskiej,  wcześniej reprezentował m.in. Fenerbahce i Besiktas), to wydaje się, że zapowiadał się na gracza co najmniej euroligowego pokroju. W tych rozgrywkach zagrał co prawda w 46 meczach, ale w niewielkich rolach, ostatnio w 2016 roku. Jego historia jest drobnym ostrzeżeniem dla talentu Avdiji.

Jeden z portali określił 18-latka z Izraela mianem „diaper Doncić”, czyli nieco skromniejszą, „pieluchową” wersją gracza Dallas Mavericks. Avdija to duży talent, ale nie brakuje u niego elementów koszykarskiego rzemiosła wymagających znacznej poprawy (chodzi m.in. o podejmowanie niewłaściwych decyzji na parkiecie lub rzut po koźle). Młody Izraelczyk jest zresztą świadom swoich słabości i nie przestaje nad nimi pracować. W ćwierćfinale z Litwą trafił tylko 3 z 8 rzutów wolnych. Po meczu nie ruszył jednak w stronę hotelu. Poczekał aż wszyscy opuszczą halę i w stroju meczowym wrócił na parkiet, by szlifować ten element gry. Gdy oddawał kolejne rzuty zegar na hali wskazywał godzinę 23. Na efekty dodatkowej pracy nie trzeba było długo czekać – w półfinale z Francją Avdija trafił 12 z 14 rzutów z linii.

Koszykówkę Deni ma we krwi, wspomniany wyżej tata przez ponad dekadę występował w Crvenie Zvezdzie Belgrad, w 1982 roku zdobył z kadrą Jugosławii brązowy medal mistrzostw świata. Bałkański charakter Zufer przelał na syna, który w decydujących momentach meczów brał ciężar gry na siebie.  Tak było w finale, gdy w czwartej kwarcie, przy stanie 72:63, kapitalnie zablokował pod koszem Sergiego Costę, a potem dobił Hiszpanów celną „trójką” na 80:67. Najgłośniejsze zagranie zaprezentował jednak w samej końcówce meczu, gdy wszedł pod kosz i wykończył akcję and one, po czym podszedł do ławki rywali i wykonał gest salutowania. Wydaje się, że był on skierowany do znajdującego się na trybunach ojca, choć inaczej odebrali to Hiszpanie, wściekli na Avdiję i gotowi rzucić mu się do gardła.  Warto podkreślić, że urodzony w niewielkim kibucu nad Jeziorem Galilejskim koszykarz ma już spore doświadczenie. Przed rokiem sięgnął po tytuł MVP na prestiżowym campie Basketball Without Borders, oraz dostawał solidne minuty w euroligowym Maccabi Tel-Awiw. Avdiji wróżą wybór w loterii draftu do NBA w tym roku. Do tej pory jedynym Izraelczykiem wybranym w pierwszej rundzie był wspomniany już Casspi, który do ligi trafił z 23 numerem.

 

Deni Avdija i legendarny trener Pini Gershon

 

Żołnierze pod koszem

„Mogę śmiało powiedzieć, że w tej drużynie nie ma MVP. Nie chodzi o przesadną skromność, taka po prostu jest prawda. Nie ma znaczenia, kto zdobywał punkty i w którym momencie meczu. Ciążyła na nas ogromna presja, ale dzięki wsparciu ze strony moich kolegów z drużyny, którzy podtrzymywali mnie na duchu po trudnym meczu z Serbią, zdołaliśmy sięgnąć po tytuł przed własną publicznością” – zdradził Avdija w rozmowie z „The Jerusalem Post”.

W słowach Avdiji (w całym turnieju śr. 18.4 pkt, 8.3 zb i 5.3 as) jest dużo prawdy, bo drużyna Izraela U-20 była wyjątkowo zbilansowana. Obok 18-letniego skrzydłowego wyróżniał się przede wszystkim dynamiczny rozgrywający Yam Madar. Wybrany do najlepszej piątki turnieju filigranowy walczak jest o rok starszy od Avdiji, występuje w Hapoelu Tel-Awiw, a w turnieju finałowym notował śr. 15.9 pkt, 3.1 zb i 7.7 as.  Madar zresztą był współlokatorem Avdiji podczas mistrzostw. Pomiędzy tym duetem widać boiskową chemię, zwłaszcza gdy wzajemnie obsłużali się fenomenalnymi podaniami w kontrach. „Jestem bardzo dumny z Yama. Uwielbiam patrzeć na to, co on wyprawia na parkiecie. Trudno byłoby znaleźć lepszego rozgrywającego” – powiedział dla oficjalnej strony turnieju Avdija.

W narażonym na konflikty zbrojne Izraelu służba wojskowa jest obowiązkowa. Ten fakt wydaje się nie bez znaczenia, bo Avdija i Madar zostali otoczeni grupą charakternych boiskowych „żołnierzy” tj. Eidan Alber, Raz Adam, Yotam Hanochi i Yair Kravits. Do tego w najważniejszym momencie dużo zespołowi dali wcześniej mniej widoczni Amit Suss i Tomer Porat. Ten drugi trafił na początku trzeciej kwarty finału z Hiszpanią ekwilibrystyczny rzut zza tablicy. W starciu o tytuł Porat zdobył 11 punktów, czyli tyle ile… w pozostałych sześciu meczach turnieju razem wziętych.

„Towarzyszy nam teraz wielka radość ze zwycięstwa. Wraz ze swoim hotelowym współlokatorem, Yotamem Hanochim, układaliśmy sobie ten moment w głowach setki razy. Nie mogę uwierzyć, że nasze wyobrażenia się urzeczywistniły” – dodał po meczu z Hiszpanami Kravits, mistrz Europy U-20 także z 2018 roku.

Pini nie wierzy, Polska w tarapatach

Radości po końcowej syrenie nie było końca. Avdija podszedł do trybuny, gdzie uściskał go wyraźnie dumny ojciec. „Dziękuję rodzicom, że nauczyli mnie być zwycięzcą. To ich zasługa, wiele im zawdzięczam” – przyznał MVP turnieju dla „The Jerusalem Post”. Na tych samych łamach wtóruje mu Madar:

„Tak bardzo tego pragnęliśmy (…) Ciężko pracowaliśmy na ten drugi tytuł, który jest spełnieniem marzeń. W drużynie nie ma wybujałych ego. Zrozumieliśmy, że grając razem sprawimy, że cały zespół będzie lepszy, na parkiecie łączyła nas naturalna więź. Naprawdę uwielbiamy spędzać ze sobą czas, nawet poza boiskiem. Wydaje mi się, że miało to wpływ na naszą postawę podczas turnieju”.

Na jednym z ujęć Madar tonie w uścisku Piniego Gershona, menadżera reprezentacji. Mocno już siwy, grubo po sześćdziesiątce Gershon wydaje się oszołomiony. Wypuścił ciężko powietrze, pokręcił głową z niedowierzania, jakby wciąż nie docierało do niego, co osiągnęła ta grupa młodych ludzi. A w swoim koszykarskim życiu widział przecież wiele. W przeszłości jako trener dwukrotnie triumfował z Maccabi w Eurolidze, raz w Suprolidze, ośmiokrotnie wygrywał rozgrywki w Izraelu z dwoma klubami.

“Wow! Minęło sporo czasu od kiedy po raz ostatni emocjonowałem się tak dobrą grą kadry do lat 20, wygrywającej z najlepszymi drużynami Europy” – zaznaczył w „JNS” Tal Brody, który w 1977 roku poprowadził Maccabi Tel Awiw do pierwszego triumfu w Eurolidze.

W 2015 roku Izrael mierzył się podczas Eurobasketu z biało-czerwonymi. Pamiętam jak oglądałem ten mecz na rzutniku w jednym z wrocławskich lokali.  Było to starcie dwóch równych zespołów, w  dramatycznych okolicznościach lepszy okazał się rywal, wygrywając 75:73. W Gliwicach, w meczu el. Mistrzostw Europy 2022, Izrael udowodnił, że historia lubi się powtarzać, pokonując Polskę ponownie, tym razem 75:71. Termin spotkania wykluczył koszykarzy euroligowych. Nie było więc Zoosmana i Avdiji, a wchodzący do zespołu Madar przesiedział mecz na ławce rezerwowych. Bardzo zdolne pokolenie izraelskich koszykarzy nie przestanie pewnie naciskać starszych kolegów i może sprawić, że mecze z tą nacją w najbliższych latach będą dla naszej kadry jeszcze większym wyzwaniem niż obecnie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Next Post

COViD-19: Ministerstwo Sportu chce pomóc

Szanowni Sportowcy, Trenerzy, Przedstawiciele Polskich Związków Sportowych, Szanowni Państwo, obecna sytuacja, w jakiej znalazło się środowisko sportowe, w związku z obowiązującym na terenie kraju stanem epidemii, jest trudna i bezprecedensowa. Znicz olimpijski miał zapłonąć już w lipcu w Tokio, ale Letnie Igrzyska Olimpijskie i Paraolimpijskie zostały przełożone na przyszły rok. […]