W meczu otwierającym 7. kolejkę Wałbrzyskiej Ligi Halowej emocje sięgnęły zenitu, a o podziale punktów zadecydowały ułamki sekund. Starcie Podzamcza z Western Furiozą, które miało kluczowe znaczenie dla układu górnej części tabeli, zakończyło się remisem, choć piłka wpadła do siatki w samej końcówce spotkania, wywołując olbrzymie poruszenie na trybunach.
Spotkanie od samego początku było niezwykle zacięte, z lekkim wskazaniem na Western Furiozę, która częściej wychodziła na prowadzenie. Świetną skutecznością popisywał się Rafał Lipiński, napędzając ataki swojej drużyny, jednak Podzamcze nieustępliwie goniło wynik. Dzięki trafieniom Wadyma Zjatinowa i Maksyma Czeczelnickiego, „czerwoni” doprowadzali do wyrównania, nie pozwalając rywalom na zbudowanie bezpiecznej przewagi.
Gdy na tablicy świetlnej widniał wynik 4:4, a do końcowej syreny pozostawały sekundy, Podzamcze przeprowadziło decydującą akcję. Piłka znalazła drogę do bramki, co wywołało eksplozję radości zawodników w czerwonych strojach, pewnych zwycięstwa. Sędziowie jednak gola nie uznali, orzekając, że syrena kończąca mecz wybrzmiała minimalnie wcześniej, zanim futbolówka została uderzona przez zawodnika Podzamcza. Decyzja ta wywołała spore protesty i zapowiedź weryfikacji wideo.
Dla układu tabeli ten remis jest korzystniejszy dla Western Furiozy, która utrzymała przewagę punktową nad bezpośrednim rywalem w walce o czołową czwórkę. Podzamcze, mimo ambitnej postawy i walki do upadłego, musi zadowolić się jednym punktem, choć czuje się moralnym zwycięzcą tej końcówki. Niewykluczone, że sprawa wyniku będzie miała swój ciąg dalszy przy stoliku sędziowskim, co dodaje pikanterii rywalizacji.
Podzamcze – Western Furioza 4:4
