Miało być gładkie zwycięstwo i pewny krok w stronę upragnionych baraży, a skończyło się na łzach i potężnym rozczarowaniu. Ostatnia kolejka sezonu zafundowała kibicom istny rollercoaster emocji, a drużyna, która grała już tylko o stawkę prestiżową, niespodziewanie postawiła faworytowi arcytrudne warunki. Dym z pirotechniki opadł, ale po tym meczu w jednym z klubów i tak jeszcze długo będzie bardzo gorąco.
Pierwsza połowa spotkania, delikatnie mówiąc, nie rozpieszczała koneserów ofensywnego futbolu. Choć przyjezdni wyszli na murawę z wyraźnym zamiarem zdominowania przeciwnika i szybkiego „zabicia” meczu, ich ataki raz za razem rozbijały się o świetnie zorganizowaną defensywę. Na boisku momentami więcej było przerw spowodowanych gęstym dymem z kibicowskich rac niż płynnego budowania akcji. Miejscowi skupili się na uważnej obronie i skutecznym wybijaniu rywali z rytmu, co przyniosło zamierzony efekt – do szatni obie ekipy schodziły z bezbramkowym remisem, a w szeregach gości dało się wyczuć rosnącą frustrację.
Prawdziwe trzęsienie ziemi nadeszło zaraz po zmianie stron. W 51. minucie, po dalekim wykopie bramkarza i zgraniu piłki głową, Oktawian Greiner urwał się obrońcom i płaskim strzałem otworzył wynik spotkania, wprawiając trybuny w absolutną ekstazę. Goście jeszcze dobrze nie otrząsnęli się z pierwszego ciosu, a niespełna dziesięć minut później, po zabójczej, koronkowej kontrze, ten sam zawodnik z zimną krwią podwyższył prowadzenie na 2:0. Skazywani na pożarcie gospodarze nagle zaczęli grać na totalnym luzie, z niebywałą fantazją obnażając bezradność wyżej notowanego przeciwnika.
Zdesperowany trener gości rzucił wszystko na jedną szalę, zdejmując z boiska niewidocznych graczy i posyłając do boju aż pięciu świeżych zmienników. Zmasowane oblężenie bramki w końcu przyniosło efekty. Najpierw, w 77. minucie, padł wyczekiwany gol kontaktowy, który na nowo wlał wiarę w serca przyjezdnych. Dramaturgia sięgnęła zenitu w 90. minucie, gdy Oskarowi Trzepaczowi rzutem na taśmę udało się wyrównać stan rywalizacji. I choć ambitna pogoń w samej końcówce uchroniła ich przed kompromitującą porażką, to wyszarpany punkt brzmi jak wyrok – zamyka bowiem drogę do wymarzonych baraży. Gospodarze z kolei, mimo trudnego sezonu, żegnają się z ligą z podniesioną głową.
Górnik Wałbrzych – Lechia Dzierżoniów 2:2
