Ostatnia kolejka sezonu miała dać odpowiedź na najważniejsze pytania, ale chyba nikt na stadionie przy Ratuszowej nie spodziewał się, że faworyt do awansu dostanie aż taką lekcję futbolu. Mimo zmiennej aury – od palącego słońca, przez rzęsisty deszcz, aż po gwałtowne podmuchy wiatru – to gospodarze błyskawicznie przejęli stery i nie oddali ich niemal do samego końca. Rywale z Bielawy, którzy wciąż po cichu marzyli o wyprzedzeniu Polonii Świdnica w tabeli, boleśnie zderzyli się ze zdeterminowaną drużyną miejscowych.
Wszystko zaczęło się już w 12. minucie po kapitalnym, odważnym wejściu Krystiana Worskiego w pole karne. Miejscowi przeprowadzili błyskawiczną akcję i – pomimo pierwszej udanej interwencji bramkarza gości – wpakowali piłkę do siatki, otwierając wynik spotkania. Ta bramka wyraźnie obudziła sportową agresję wśród gospodarzy, bo zaledwie kilka minut później, po fatalnym błędzie w rozegraniu obrony Bielawianki, sędzia musiał odgwizdać rzut karny. Pewnie wykonana jedenastka podwyższyła prowadzenie na 2:0. Goście sprawiali wrażenie całkowicie zdezorientowanych – środek pola praktycznie u nich nie funkcjonował, a defensywa co chwilę dawała się zaskakiwać szybkimi pułapkami ofsajdowymi.

Zanim sędzia zaprosił zawodników na przerwę, koszmar Bielawianki dopełnił się po raz trzeci. Świetne prostopadłe zagranie ominęło zdezorganizowanych obrońców, a piłka po odbiciu się od słupka znalazła drogę do bramki. 3:0 po zaledwie 45 minutach gry to był prawdziwy szok. Druga połowa przyniosła przebudzenie zespołu z Bielawy, który zdołał strzelić honorowego gola po wejściu rezerwowych, m.in. Jakuba Tomkiewicza, i mocnym naciśnięciu rywala. Jednak ostatnie słowo w doliczonym czasie gry należało do Mateusza Wardzińskiego, który precyzyjnym strzałem lewą nogą w polu karnym ustalił końcowy rezultat. Ekipa z Bielawy zagra tylko w barażach o czwartą ligę, podczas gdy gospodarze uchronili swój ligowy byt z niezwykłym przytupem.
Górnik Nowe Miasto – Bielawianka Bielawa 4:1
